orły 2010!
...czyli gry i zabawy w zimowym plenerze podmiejskim...
Tagi: foto,
warszawa,
spacery,
friends & fun
białe.suszi 2010-01-10 14:21:16
skomentuj (1)
polaroid-owy weekend
wybraliśmy się w minioną sobotę z michałem na wystawę "polaroid exp. 09.10.09", organizowaną przez
atlas gallery na dorset street. wśród zdjęć do obejrzenia (jak również do kupienia, jeśli ktoś dysponuje sporą ilością gotówki) są polaroidy tak znanych artystów jak: nobuyoshi araki, elliott erwitt, robert mapplethorpe, steven meisel, marc quinn, helmut newton czy andy warhol. wystawa potrwa do 28 listopada.
data w tytule to data ważności ostatniej partii istniejących filmów, których produkcję firma polaroid zakończyła w czerwcu 2008 roku zamykając swoje fabryki w meksyku i holandii. od tamtej pory filmy osiągały
wysokie ceny a robienie polaroidów stało się dość drogą zabawą.
moja 'fascynacja' polaroidami zaczęła się od
wystawy zdjęć nobuyoshi araki'ego
"self•life•death." w londyńskiej barbican art gallery trzy lata temu, gdzie zobaczyłam niesamowite pomieszczenie wypełnione ślicznymi, równiutko poprzylepianymi do ścian polaroidami.
swojego pierwszego (i jak do tej pory jedynego...) polaroida - pięknego, "żółwiowatego"
sx-70 - dostałam od michała w rok po tym jak firma polaroid zaprzestała produkcji aparatów (i można je było dostać na aukcjach typu allegro za nieduże pieniądze, często mniejsze niż jedna paczka filmu)... a swoje pierwsze polaroidowe zdjęcie zrobiłam w miesiąc po tym jak ogłoszono koniec produkcji filmów...
wczoraj natomiast, minął dokładnie rok od powstania
the impossible project - projektu, którego celem jest stworzenie nowego filmu do fotografii błyskawicznej i wznowienie jego masowej produkcji (czego konsekwencją, miejmy nadzieję, bedą też niższe ceny tychże filmów). w tym celu twórcy 'niemożliwego projektu' wzięli w 10-cio letnią dzierżawę fabrykę w enschede, w holandii wraz z kompletnym wyposażeniem a wczoraj w pierwszą rocznicę działania projektu, przetestowano z bardzo pomyślnym rezultatem maszyny tamże się znajdujące.
nieco wcześniej, na początku października firma, która jest licencjobiorcą polaroida, ogłosiła plany wznowienia produkcji kilku z najpopularniejszych aparatów. the imposssible project, z kolei, planuje rozpocząć, na początku 2010 roku, produkcję zupełnie nowego czarno-białego filmu a w połowie roku - kolorowego. same dobre niusy dla fanów fotografii błyskawicznej :)
nasze weekendowe polaroidy:
24 października 2009 r.:
[ na rogu dorset st i chiltern st, z grupą chińczyków zafascynowanych polaroidami, studiujących w londynie projektowanie mody a zapoznanych w atlas gallery, gdzie okupowali dolne piętro galerii, oglądając zrobione przez siebie instaxy i prowadząc niekończące się rozmowy na przeróżne tematy... ]
[ michałek przed
atlas gallery ]
[ zdjęcie nieco zainspirowane polaroidem walkera evansa z 1974 roku - do obejrzenia na wystawie lub na stronie atlas gallery ]
25 października 2009 r.:
[ przejażdżka po hakniejach na syntiuszy - raleigh caprice (shopper) z 1983 r. ]
[ michał z jeszcze nie do końca sprawną i jak dotąd bezimienną dam(k)ą - raleigh wayfarer ]
"i don't think there's something to match the feel, quality, texture and a sort of appeal of polaroid film" - ben burdett, atlas gallery.
Tagi: foto,
kulturalnie,
wystawy,
londyn
białe.suszi 2009-10-30 02:57:14
skomentuj (3)
niusy londynowe...
miał być tutaj kiedyś tzw. dziennik z podróży... niewiele się go tutaj pojawiło, niewiele też powstało w formie napisanej odręcznie. po kolejnej klęsce stwierdzam, że żeby pisać cokolwiek podczas podróży, musiałabym podróżować samotnie. wtedy łatwiej byłoby mi znaleźć czas na przelanie swoich obserwacji na papier... takie podróżowanie, jak się rok temu przekonałam, ma niewątpliwe pewne zalety, ma też, nie mniej jednak, poważne minusy... ale nie o tym miało być.
miało być o tym jak super ostatnimi czasy jest mi w londku zdroju. poczynając od spraw prozaicznych po mniej przyziemne - jest dobrze! prawdę mówiąć, gdyby było ch..owo i życie by akurat chłostało, w ogóle nic bym o tym tutaj najprawdopodobniej nie wspomniała. pisanie o pozytywnych rzeczach jest, chyba, łatwiejsze...
po pierwsze, jest fajnie... bo w domu, ochrzczonym - na pamiątkę okresu częstych zmian i rotacji osobowych - the thistle hotel, wreszcie nastał czas ogólnej harmonii i wzajemnego zrozumienia ;) aż chce się do niego wracać!
[ dobrzy współlokatorzy:
jordek, diego,
doro, ja, litvin i oldoz ]
bywają "rodzinne" kolacje a okazyjnie przychodzi też extended family i są
dkf-y i inne spontaniczne imprezo-wieczory przy fajce i butelce. zdarzyła się też wycieczka rowerowa (na której odnotowano obecność 2/3 mieszkańców th) i gromadne wyjście na boski koncert
babyhead:
jest korzystnie... bo mam najlepszy plan zajęć od początku swojego procesu edukacji. literalnie mam 3 dni zajęć! chociaż właściwie nie jestem pewna czy ten trzeci dzień w ogóle powinnam wliczać skoro mam w środy raptem 1 (słownie: jedną!) godzinę zajęć! tak więc łikend zaczyna mi się już w czwartek :)
a poza tym jest dobrze... bo mam pracę, za którą co prawda jakoś wybitnie nie przepadam ale przynajmniej zdarzają się ostatnio ciekawe (a czasami nawet całkiem edukacyjne) shifty - a to praca na 25 rocznicy założenia
międzynarodowego stowarzyszenia scjentologów ;) a to na
aukcji gdzie wśród wystawionych na sprzedaż przedmiotów rozpoznaję obrazy lub rzeczy widziane jakieś pół roku temu na innej aukcji. no i wreszcie jest tak, że gdy dzwonię do swojej menadżerki to słyszę, że absolutnie, jasne, jak najbardziej są dla mnie shifty i nie muszę wysłuchiwać nieudolnych prób nabrania mnie na to, że jest cisza, spokój i bezrobocie na rynku.
jest pozytywnie... bo znów mam czas a przede wszystkim zapał, żeby przedsięwziąć coś poza szkołą i pracą.
tak więc biegam ostatnio na kurs pierwszej pomocy z nadzieją, że uda mi się (a właściwie, że czas, szkoła i partia pozwoli...) zrobić certyfikat "qualified firs aider'a" i zacząć w którymś momencie udzielać się w
st john ambulance.
na brak ruchu czy wysiłku fizycznego co prawda raczej narzekać ostatnio nie mogę bo powróciłam po dwóch miesiącach (sierpień-wrzesień) do przemieszczania się na rowerze :) planuję jednak powrócić do regularnego - cotygodniowego lub nawet częstszego - pływania. zatęskniłam za tym fajnym uczuciem zmęczenia towarzyszącym wychodzeniu z basenu po przepłynięciu kilkudziesięciu długości basenu :)
wróciła mi też ostatnio ochota na gotowanie, szukanie i wypróbowywanie nowych przepisów (głównie
stąd, gorąco polecam!) a potem sprawdzanie ich powodzenia podczas family dinners w thistle hotel. czasami myślę, że największą przyjemność sprawiłoby mi posiadanie własnej knajpy i bycie jej głównym kucharzem...
o, może to jest jakiś plan na życie ?
a właśnie! pomysł na siebie po zakończeniu studiów, odpowiedź na pytanie "czego ja właściwie chcę?" i ogólny plan na życie - to kwestie nad którymi od paru miesięcy intensywnie się zastanawiam.
warszawa, londyn czy pekin? itd...
a co poza tym ?
o czym jeszcze miało być?
a tak! lisie niusy!
widuję mnóstwo lisów spacerujących po londynie! właściwie odkąd przyjechałam trzy tygodnie temu nie było tygodnia, żebym ze dwa czy trzy razy nie widziała jakichś rudych kit :) dzisiaj, po kolejnym spotkaniu z przechadzającym się po chodniku lisem, zdałam sobie sprawę, że chyba częściej widuję ostatnio właśnie te zwierzęta (jak mi się do niedawna wydawało niezbyt typowe dla dużych miast) a nie, powiedzmy, wałęsające się koty...
mamy na przykład, na naszej ostowej liska, który lubi czasami, drepcząc po chodniku po drugiej stronie, odprowadzać nas do miejsca, w któryma nasza uliczka łączy się z większą ulicą.
innym razem, gdy wracaliśmy z wero i litvinem z pubu nad kanałkiem, widzieliśmy jak jeden lis bezstresowo, niespiesznie przechodzi sobie przez dość ruchliwą, mimo późnej godziny, ulicę.
dzisiejszy okaz też próbował przejść przez ulicę, notabene tuż przed kołami mojej syntiuszy. zwolniłam więc nieco żeby mu się lepiej przyjrzeć. lis zrezygnował jednak z przechodzenia, zawrócił się, wskoczył na murek biegnący wzdłuż chodnika zamiatając przy tym ogromną, rudą kitą z białym czubkiem, po czym spojrzał na mnie wymownie szeroko otwartymi oczyma. po chwili wskoczył w krzaczory a ja pojechałam dalej. odwróciłam się jednak po chwili i widziałam, że podjął on drugą próbę przejścia przez jezdnię. zrobił to powoli i dostojnie, nie przejmując się zupełnie faktem, że w jego stronę zbliżała się jakaś masywna persona.
w ubiegłą niedzielę, z kolei, widzieliśmy (ja, doro i jordek) przez okno w kuchni największego jak dotąd lisa. miał piękną, ogromną, rudą kitę! wskoczył sobie spokojnie na murek na wprost naszego okna, obejrzał się jakby wiedział, że ma widownię, ignorując przy tym grubawego biało-czarnego kota sąsiadów, który siedział na płotku dzielącym ich zadbany ogród od naszych krzaczorów i czmyhnął na drugą stronę murku znikając nam, tym samym, z widoku.
a jeszcze innym razem, wyglądając przez okno, zobaczyłam coś takiego:
słodki! aż chciałoby się go pogłaskać...
Tagi: foto,
londyn,
niusy,
friends & fun
białe.suszi 2009-10-25 00:07:09
skomentuj (3)
"i make no apology for linking my thinking with computer technology..."
znajomo> pita.party piotrka
> the.future.is.unwritten pani filmmix
> archiwum.riposty fio
> mintaj.78 marty filmmix
> koshimazaki dobrego chłopaka
> rittes.de.passage ao
> saturator maszki
> nowy.towar.z.importu jordana
> matiabaraja dorki
> widok slo
> permanentna.auto.vi.. fio
fotograficznie> magnum.photos > chromasia > bart.pogoda > michal.kycia > senq > uśmiechy > żwawy.żbik > pejzaz > trzask.prask > junior.foto textowo> moby > ratunku.co.robić > sennik.babiloński > alef > zimno rysunkowo> mimimbla > brothers.in.arms > a.beautiful.revolution > daily.art > urban.flavour > lomosfera > komix literacko> 6.kontynentów > blog.literacki filmowo> kino.obserwacje > kino.blog > dkf.low.clapex sinologicznie> journey.to.nowhere > shangrila oli żdżarskiej
> podglądanie.chin marii kruczkowskiej
> zapiski.na... > tianxia hei xingxing
sentymentalnie> nudne.pocztówki sexualnie> myszkot > sutki > girl.with.a.one-track.. > sleepless dezajnersko> sroka > koszmary.architektury kocio> kycia.kycia > furio.bain > wedle > koci.blox aktualnie> skrót.myślowy > wybieram.pl > von.trompka rowerowo> koza.gallery > old.bike > bicycle.girls > flying.pigeon.nyc > copenhagen.girls.on.bikes > chicks.and.bikes -WARSZAWA miasto moje, a w nimosir cycle culture cafe najmilsze miejsce w stolicy, doskonała latte a wkoło piękne rowery
zrób to w warszawie najlepszy blog o tym, co się dzieje w w-wie
bajbuk kameralna księgarnia na saskiej kępie
warszawa gratis darmowa kultura i rozrywka w warszawie
cafe kulturalna kulturalny blog
zachęta narodowa galeria sztuki
to lubię kawiarnia - herbaciarnia
kawiarnia szczotki pędzle na tamce 45b
kino paradiso raj filmowy
yours gallery fotografie na przedmieściu
plan be w czerwieni
biblioteka azjatycka muzeum azji i pacyfiku
tandoor palace i induska szama
mufka kids friendly
ja wisła czyli nadwiślański świt
muranów i gutkowe filmowe klimaty!
warszawa w internecie - portal miejski
salonik pierogowy - pierrogi...mniam!
jazz na starówce - festiwalowo jazzowo...
łysy pingwin - wczesna ikea, późny siemens i wspomnienia z pewnej imprezy...
greenway - vege szama
luna i najkorzystniejsze filmowe poniedziałki
cafe karma - przed lub po kinowaniu w lunie...
festiwal święto kina niemego czyli nieme filmy z muzyką na żywo - tylko w iluzjonie!
iluzjon owe klimaty - magiczność!
same fusy z herbaty plus ploteczki...
kulturalna - sofa, muzyka, grzany miód...
pierrogeria i pierogi z pieca
chłodna 25 czyli wszelką rewolucję kulturalną wywołują kawiarnie
LONDON callingsadler's wells london's dance house
union chapel piękne miejsce na kameralny koncert
critical mass bicycling is not a crime
the regent's park - spacer, relaks, piknik ...parklife!
thomas heatherwick i rolling bridge przy paddington basin
the sultan's elephant - słoń w londynie
lord john russell pub - i połówki bombardiera
the shakespeare's head - friday night out
coronet - tanie wtorki w starym kinie
prince charles cinema - tanie kinowanie u księcia karola
visit london - china in london
visit london - totally london
soas wŏ zài lúndūn xué zhōngwén
that's BEIJING!bindiya induska restauracja na wudaokou
beijing normal university wŏ zài běijīng xué zhōngwén
pepper bar - chaoyang park west gate great mixology
china doll club hai keyi
the world of suzie wong najpierw książka, potem film...a teraz klub!
plastered 8 beijingowe t-shirty
2008 beijing aolinpike yundonghui
stary hutong pekin z pierwszej ręki
ZHONGGUO!kolej chińska wyszukiwarka połączeń
travel china guide niezbędnik
skyscrapers shanghai
tallest buildings in shanghai w wiki
skyscrapers of shanghai i inne znane budynki w chinach
renmin ribao people's daily online
mandarin tools on-line chinese tools
archeowieści z kraju środka
,,,portfoliorobert capa helmut newton yann arthus-bertrand kazimierz zagórski nobuyoshi araki david lachapelle steve mccurry o! fotoPOLAPREMIUM the new home of instant film
THE IMPOSSIBLE PROJECT re-inventing instant film for vintage polaroid cameras
DP REVIEW = digital photography review
PIRELLI CALENDAR ZAPLECZE o fotografii i nie tylko
---na językachurban dictionary define your word
słowo.się.rzekło czyli blog profesora jerzego bralczyka
"pieśń o mowie naszej" t. boy-żeleński
filolog ...et linguis loquentur
schronisko dla słów - celebracja literówki
vasisdas - świeże słowa
ang.pl - szlifuj swój angielski
living in a magazinepodróże the guardian co jest grane gazeta wyborcza gazeta stołeczna the new york times that's beijing national geographic polityka wysokie obcasy hand-madesweet ride bicycle art by christopher koelle
poppytalk monthly online street market
kulinarnie* kwestia.smaku * kuchnia.indyjska * kuchnia.tv * gotuj.się! * po.prostu.gotuj * herbata * bloga.kuchnia * drinki * pesto * obiad.blogowy moje! moje w sieci# bookmarki [del.icio.us]
# scroblowanie [last.fm]
# smakowite fotki [fotopamiętnik jedzeniowy]
# fotki z chin [soas language year abroad]
kontaktjabber: baisuxin@jabbim.pl; paniblania@jabber.aster.pl
google talk: baisuxin@googlemail.com